Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Bez pomysłu, bez jakości, bez goli

włącz .

Kompromitacji tym razem udało się uniknąć, ciągle jednak daleko do optymizmu. Drużyna Adama Nawałki zremisowała bezbramkowo z Irlandią nie pokazując tego wszystkiego, co zapowiadał nowy selekcjoner. Cieszył się on po meczu, że jego podopieczni wykazali przynajmniej determinację. Na więcej stać ich nie było. Kibice Lecha, często psioczący w tym sezonie na występy swoich piłkarzy przekonali się, że przy Bułgarskiej można w roli gospodarza zagrać jeszcze gorzej.

Adam Nawałka dokonał wielu zmian w drużynie. Nie grała ona ani lepiej, ani gorzej niż w piątkowym meczu ze Słowacją, wykazała jednak więcej ambicji, szczególnie w drugiej połowie. Polscy defensorzy nie popełniali tym razem kompromitujących błędów, więc udało się nie stracić bramki. Ofensywna gra biało-czerwonej drużyny w dalszym ciągu nie istnieje. Robertowi Lewandowskiemu zależało na dobrym występie przed poznańską publicznością. Niczego wskórać jednak w pojedynkę nie mógł, szamotał się więc, ścierał z obrońcami, strzałów nie oddawał.

Polakom trudno było wymienić choć kilka podań. Zamiast przemyślanych akcji i dążenia do zdobycia bramek próbowali coś zdziałać indywidualnymi akcjami, po których bardzo łatwo tracili piłkę. W ich grze trudno było dostrzec jakąkolwiek myśl przewodnią. Wyglądało to tak, jako trener wpuścił ich na boisko i powiedział: walczcie, pokażcie determinację, może coś z tego będzie. Jedyna nadzieja na poprawę polega na tym że Nawałka przekonał się już, iż z graczy klasy Piotra Ćwieląga,czy Marcina Robaka reprezentacja nie będzie mieć pożytku. Takich zawodników po ligowych boiskach biega wielu, a żaden z nich nie umywa się klasą do Peszki, Polańskiego, Klicha, Zielińskiego. Selekcja, której próbuje trener, to gra pozorowana.

Irlandczycy pokazali się jako zespół dobrze zorganizowany, potrafiący przechodzić do ofensywy znacznie sprawniej niż Polacy. Biało-czerwoni dopiero w drugiej połowie zabrali się do solidniejszego ataku. Byli jednak chaotyczni, podawali niecelnie, albo usiłowali w pojedynkę szarżować na kilku przeciwników. Kiedy Martin O'Neal dokonał wielu zmian, gra Irlandczyków "siadała", pozwalali się zamykać na swojej połowie. Krzywdę mogła im zroibić tylko drużyna pokazująca choćby namiastkę przemyslanej taktyki.

Na stadion przyszło ponad 30 tysięcy kibiców. Mieli nadzieję na zwycięstwo, dopingowali jak mogli, z czasem tracili werwę, a po ostatnim gwizdku poczęstowali polskich reprezentantów solidną porcją zasłużonych gwizdów. Jeszcze mniej powodów do zadowolenia mieli dziennikarze. Ledwo zabrali się do pracy, otoczyła ich grupa kibiców żądających okazania biletów, usiłujących wyrzucić ich sprzed pulpitów. Rozwścieczeni ludzie twierdzili, że żurnaliści zajęli im miejsca, na które oni mają bilety. Dziennikarze cierpliwie tłumaczyli, że to nie jest możliwe, mają przecież akredytacje i tylko oni mogą zasiadać w sektorze dla mediów. Jak się okazało, PZPN i portal kupbilet.pl dokonały niemożliwego: sprzedały bilety na miejsca prasowe. Zamieszanie było niemałe, niemal doszło do rękoczynów. Pracownicy PZPN dostosowali się więc jakością pracy do poziomu polskich piłkarzy.