Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Szkolenie niekompletne

włącz .

Jednodniowa sensacja, jaką był transfer Roberta Gumnego, zmusza do refleksji. Choć transakcja w ostatniej chwili upadła, mogliśmy się przekonać, że wychowankowie Lecha Poznań są w cenie. Dużej cenie. Wydawało się, że długo poczekamy na pobicie rekordu Jana Bednarka, bo kluby z Premier League żyją w innej finansowo rzeczywistości. Okazuje się, że Lech dokonuje tego, co w Polsce wydawało się nieosiągalne.

Nie można mieć wątpliwości – klub szkoli bardzo dobrze. Nastawił się na to przed laty, stale inwestuje, angażuje ludzi ze znanymi nazwiskami, rozwija bazę. W akademii pojawiają się chłopcy coraz lepiej wyselekcjonowani, a przykład kariery, jaką robią starsi koledzy działa lepiej niż najlepsze metody pedagogiczne i motywacyjne. Kto by nie chciał pójść w ślady Linettego, Bednarka, Kownackiego? Lech znalazł podstawę swego rozwoju i jest w tym konsekwentny.

Czy jednak rzeczywiście możemy już mówić o rozwoju całego klubu? Chyba jednak nie. Akademia owszem, zyskuje na jakości, włożone w nią pieniądze procentują. Cała reszta natomiast stoi w miejscu. O pierwszej drużynie można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że rośnie jej klasa, że przy Bułgarskiej pojawiają się coraz lepsi piłkarze, a zdobywanie trofeów to dla Lecha codzienność. Tych ostatnich jest żałośnie mało. Co juniorzy młodsi wygrywają rok po roku, dla dorosłych kolegów jest nieosiągalne. Piłkarze utalentowani, z wielkim potencjałem rozwijają się w pełni dopiero wtedy, gdy w dorosłą piłkę wkraczają w innym niż poznańskie środowisku.

Najwięcej pieniędzy Lech zarabia na nastolatkach. Kontrahenci kupują potencjał, a nie całkowicie ukształtowanego piłkarza. Takich w Lechu nie ma, choć Linettemu niewiele do tego brakowało, liga zrobiła się dla niego zbyt słaba. Wcześniej to samo można było powiedzieć o Robercie Lewandowskim, ale to nie jest dobry przykład, bo nie był on produktem Lechowej akademii. Trafił tu tylko dlatego, że klubem rządzili ludzie z pojęciem o futbolu, potrafiący docenić walory nastolatka, zaryzykować. Dzisiejszy Lech nie nastawia się na wyławianie takich perełek, zostawił to innym.

Strategia polegająca na szkoleniu zawodników, wypuszczaniu ich w świat, zarabianiu na tym dużych pieniędzy, inwestowaniu ich w budowę mocnej drużyny, ma sens. Niesie to za sobą pozyskiwanie solidnych piłkarzy nie za pożyczone pieniądze, jak czyni to konkurent ze stolicy, ale za własne, zarobione dzięki wieloletnim inwestycjom w akademię. Dziś jeszcze tego nie widzimy. Nieodzowny jest drugi krok. Trzeba w końcu zabrać się za budowę solidnej drużyny. Obecna ma mnóstwo braków ujawniających się choćby w sparingach z zespołami klasy Hajduka Split. Nie chodzi tylko o braki personalne. Także o jakość gry, taktykę, odpowiedzialność.

Tylko prawdziwe triumfy, regularne pokazywanie się w Europie spowoduje, że piłkarze tu wyszkoleni będą przekazywani do dobrych lig za kwoty zapisywane nie siedmioma, lecz ośmioma cyframi. Teraz wyróżniają się na tle słabiutkiej ekstraklasy. Jeśli pokażą się w rywalizacji z europejskimi potęgami, ich wartość wystrzeli w górę. FC Basel przed laty nie wyrastał ponad poziom przeciętnej ligi szwajcarskiej. Mądra i konsekwentna polityka, prowadzona przez ludzi dobrze znających się na futbolu, zamieniła przeciętniaka w europejską potęgę.

Wnioski same się nasuwają. Nie wolno ograniczać rozwoju klubu do akademii. Nic to nie da, gdy pierwszą drużynę buduje się nieprofesjonalnie. Nie wolno popełniać drogich, wynikających z niekompetencji pomyłek. Nie tylko w futbolu największe straty wynikają z chybionych decyzji, albo z zaniechania, czyli nastawienia się na przeciętność. Nie widzimy, by Lech, bez względu na to, kto go trenuje, preferował określony system gry, sprowadzał umiejętnie do tego dobranych zawodników, wymieniał poszczególne ogniwa na coraz lepsze. W piłkarskim świecie jest to normą. Bez tego szkolenie piłkarzy nie może być kompletne.

Józef Djaczenko