Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

W ostatniej chwili Lech uratował punkt. Potrzebował do tego aż 29 strzałów

włącz .

Lech przez cały mecz ścigał Wisłę chcąc odrobić stratę z początku spotkania. Dopadł rywala w ostatniej chwili. Zapobiegł niezasłużonej porażce, ale gdyby był odrobinę skuteczniejszy, wygrałby bez trudu. Wiśle pomogli sędziowie. Znów VAR obsługiwała osoba mająca problem albo ze wzrokiem, albo z zachowaniem bezstronności. Samymi remisami Kolejorz mistrzostwa nie zdobędzie. Przed nim kolejne trudne spotkanie – w Zabrzu.

Trener Wisły Kiko Ramirez powiedział przed przyjazdem do Poznania, że Lech najlepiej gra przez pierwsze pół godziny. Potem często zaczyna się gubić. Zamierzał nastawić swą drużynę tak, by zneutralizować przewagę grającego u siebie przeciwnika. Zrobił to bardzo udanie. Tym razem przez pół godziny Lecha w ogóle nie było widać. Wisła całkowicie go zdominowała. Grała szybko, składnie, wychodziły jej ofensywne schematy, piłka jak po sznurku wędrowała między zawodnikami w czerwonych koszulkach.

Można było odnieść wrażenie, że Wiślaków jest na boisku więcej, a w dodatku szybciej się poruszają. Już po kilku minutach prowadzili. Obrona Lecha została wymanewrowana, a Carlitos, najlepszy i najskuteczniejszy zawodnik z Krakowa celnie trafił do bramki, tuż przy słupku, Putnocky był bez szans. Lecha to wcale nie obudziło. Grał ospale i niedokładnie, nie miał żadnego pomysłu na przedostanie się pod bramkę gości. Obrońcy potrafili na swojej połowie wymienić co najmniej tuzin podań zanim zdobyli się na odwagę i posłali piłkę do przodu, najczęściej zresztą niecelnie. Goście skupili się na własnej połowie, uczynili Lecha bezradnym.

Wreszcie Lech się obudził i zaczął stwarzać coraz lepsze okazje bramkowe. Jeszcze przed przerwą mógł zdobyć trzy gole. Wydawało się, że piłka musi zatrzepotać w siatce. Makuszewski mocno uderzył z dystansu, z kilku metrów dobijał Jevtić, ale trafił w bramkarza. Źle zachowywał się wyjątkowo tego dnia słaby Gytkjaer. Nie strzelił żadnego gola, a próbował wiele razy. Po przerwie przewaga Lecha rosła z każdą minutą. Wisła broniła się, wyprowadzała rachityczne kontry, skupiała się na defensywie. W jej polu karnym dochodziło do zamieszania, mnożyły się strzały, najczęściej niecelne. Targicznie pudłował Majewski, który potrafił znaleźć się we właściwym miejscu, ale celownik ustawiony miał fatalnie. Lech oddał aż 29 strzałów, z czego tylko 9 celnych. „Maja” miał duży wpływ na te statystyki.

Lech wreszcie zdobył gola po strzale z bliska Raduta, ale sędzia dostrzegł, że Dilaver absorbuje bramkarza i ku oburzeniu publiczności wskazał pozycję spaloną. Potem dwukrotnie w polu karnym faulowany był Makuszewski. Jedna sytuacja była stykowa, choć podyktowanie rzutu karnego błędem by nie było. Za drugim razem faul obrońcy był ewidentny, ale sędzia obsługujący VAR nie zareagował. Rozwścieczyło to trenera Bjelicę, największego w ekstraklasie wroga systemu wideoweryfikacji. W drugim kolejnym meczu sędzia boiskowy i ten, co jego decyzje weryfikuje pomylili się na niekorzyść Lecha, nie wskazali rzutu karnego. Za każdym razem przepadły punkty – meczu nie udało się wygrać.

Trudno zrozumieć, dlaczego po tak dobrych sytuacjach, jakie Lech tworzył, nie padała bramka. Trener wycofał dwóch obrońców, Nielsena i Gumnego, wzmacniając ofensywę. Groziło to stratą drugiej bramki po kontrze, jednak bez zarzutu spisywał się pewny swych interwencjach Trałka, piłkarz dla Lecha nieceniony. Przed kapitalną okazją stanął rezerwowy Rakels, niestety spudłował. Nie udało się trafić innemu rezerwowemu, Barkrothowi. Poczynania Gytkjaera wywoływały u widzów wściekłość, podobnie jak podania ze skrzydeł wprost w ręce wiślackiego bramkarza.

Sędzia przedłużył mecz o 4 minuty i gdy ten czas się kończył, do piłki dopadł Jevtić i umieścił ją wreszcie, pewnym i mocnym strzałem, w bramce. W ten sposób Lech ocalił punkt, ale pozycji lidera pewnie nie zachowa. Ma za sobą trzy trudne mecze. Wszystkie zremisował, choć był w nich drużyną lepszą. Potrzeba mu piłkarzy skutecznych. Przydałby się choć jeden solidny napastnik.

Lech Poznań – Wisła Kraków 1:1 (0:1)

Bramki: Jevtić (90+4) – Carlitos (8)

Żółta kartka: Gumny

Lech: Matus Putnocky - Robert Gumny (81. Nicklas Barkroth), Lasse Nielsen (71. Deniss Rakels), Emir Dilaver, Wołodymyr Kostewycz - Łukasz Trałka, Maciej Gajos (81. Mohai Radut), Radosław Majewski - Maciej Makuszewski, Christian Gytkjaer, Darko Jevtić

Wisła: Michał Buchalik - Tomasz Cywka, Arkadiusz Głowacki, Zoran Arsenić, Maciej Sadlok - Rafał Boguski (67. Ze Manuel), Victor Perez, Vullnet Basha, Kakil Wojtkowski (71. Tibor Halilović), Jesus Imaz - Carlitos (76. Denys Bałaniuk).

Widzów: 26.361