Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

We Wrocławiu trzeba zagrać odważnie

włącz .

Nie potrzeba wielkiej wyobraźni, by przewidzieć, jak będzie przebiegać piątkowy mecz Lecha we Wrocławiu. Śląsk spróbuje powtórzyć to, co przyniosło mu sukces w niedawnym starciu z Legią. Zagra ofensywnie i ambitnie, bez zbędnego przetrzymywania piłki w środku boiska. Powodzenie takiej taktyki zależy od tego, co przeciwstawi lider tabeli. Możemy się spodziewać postawy, delikatnie mówiąc, ostrożnej, wyczekującej, ze wzmocnioną defensywą.

Kilka osób w obozie Śląska będzie szczególnie zmotywowanych. Dla nich spotkanie z Lechem ma szczególne znaczenie, a zwycięstwo nabrałoby wyjątkowego smaku. Jan Urban do dziś uważa, że został w Poznaniu zwolniony przedwcześnie, kiedy drużyna zaczynała grać lepiej. Nie pamięta, że tylko zadziwiającej łaskawości, a może raczej niechęci zarządu klubu do wydawania pieniędzy zawdzięcza to, że w ogóle otrzymał szansę kontynuacji pracy po fatalnie przegranym sezonie. Nie wykorzystał jej, więc stało się to, przed czym nie było ucieczki.

Piłkarze Lecha nie mogą znać Łuksza Madeja, on jednak grę w Poznaniu zapamiętał dobrze i wie, że nie jest tu dobrze wspominany. Przeciwko Lechowi zagra na całego. Śląsk ma bez porównania słabszy skład, ale w kilku spotkaniach tego sezonu pokazał efektowną, ofensywną grę, zgromadził też sporo jak na swoje możliwości punktów, traci ich do lidera tylko 5. To w dużym stopniu zasługa pozyskania nowych zawodników i ofensywnej taktyki. Meczu przeciwko Legii nie udałoby się wygrać bez Marcina Robaka. W piątek spręży się, by pokonać swych niedawnych kolegów. Oni natomiast znają jego walory i wiedzą, jak go zatrzymać. Pojedynki czołowego napastnika ligi z najskuteczniejszą obecnie defensywą zapowiadają się ciekawie.

Oby tylko Lech nie skupił się na obronie, lecz chociaż spróbował zagrozić przeciwnikowi. Nie może dać się tak stłamsić, jak w Szczecinie. Próba wywiezienia z Wrocławia bezbramkowego remisu może przynieść skutki opłakane. Będzie to przypominać klęknięcie i prośbę o jak najniższy wymiar kary. Nie dość, że Lech wróci z Wrocławia z zerowym dorobkiem punktowym, to kibice nie wybaczą kolejnego odpuszczonego spotkania. Nikt nie chce oglądać takiego Lecha, cierpliwość fanów nie będzie trwać w nieskończoność.

Osłabienia zespołu nie będą liczne, ale odczuwalne. Zabraknie Kostewycza, któremu Lech zawdzięcza ofensywną grę na lewym skrzydle. Wystawienie De Marco będzie sygnałem, że trenerowi najbardziej zależy na obronie, zabezpieczeniu tyłów. Inna sprawa, że chaotyczny Argentyńczyk nawet w defensywie nie będzie wzmocnieniem. Chyba lepiej powtórzyć manewr z meczu przeciwko Cracovii i na lewą obronę posłać Situma. W Krakowie na skrzydle grał słaby Rakels. Zmiana go na Jóźwiaka niemal natychmiast przyniosła gola. Wystawienie młodego zawodnika od początku nie będzie dużym ryzykiem. Z pewnością mniejszym, niż skupienie się na defensywie.

Ciągle nie może grać zdyskwalifikowany Gajos, ale godnie na „ósemce” zastępuje go Trałka. To jeden z nielicznych piłkarzy Lecha, o których można powiedzieć, że są w dobrej dyspozycji i nie grają bojaźliwie. Jeżeli na boisku znajdzie się też Jevtić, gra Lecha zyska na jakości. Ten piłkarz nie ma w naturze ostrożności, zagrywania tylko do najbliższego partnera lub wycofywania piłki do bramkarza. Atak pozycyjny Lecha, najdelikatniej mówiąc, kuleje. Jevticia stać na podanie, lub na strzał, który w sekundę zmieni przebieg meczu. Jego obecność w drużynie to duża nadzieja dla Gytkjaera, samotnie ostatnio snującego się w polu karnym i spoglądającego, jak Majewski, Makuszewski i Situm nie próbują zaskoczyć obrony szybkimi podaniami lecz oddają niecelne strzały z dystansu.

Lech ma w składzie dobrych technicznie piłkarzy, ale trener nie wykorzystuje ich umiejętności. Ma też graczy doświadczonych, z praktyką w niezłych klubach, potrafiących grać na wysokim poziomie. W ostatnich meczach sprawiali wrażenie zagubionych, przestraszonych, nastawionych defensywnie. Mecz we Wrocławiu to okazja, by wrócić do takiej gry, jaką na wyjazdach oglądaliśmy na początku roku.