Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Gdy za słowami nie idą czyny

włącz .

Kiedy trener Lecha zapowiada walkę o tytuł, to jakoś mu nie wierzę. Niby ma wszystko, co do tego potrzebne, a szczególnie zaufanie wszystkich w klubie i mocny, liczny skład, ale im dłużej pracuje w Poznaniu, tym trudniej mu panować nad sytuacją. Nie jest specjalistą od wygrywania. Nie potrafi stworzyć drużyny skupionej na osiągnięciu sukcesu. Piłkarze wiedzą, że nie muszą dawać z siebie wszystkiego. O tym, czy zagrają w kolejnych meczach nie decyduje to, co pokazują na boisku, ale przysługująca im liczba minut.

Mecz z Zagłębiem Lubin pokazał, czym różni się drużyna zdeterminowana w dążeniu do celu, realizująca taktykę przygotowaną przez trenera, od takiej, w której nie brakuje indywidualności wyrastających ponad poziom ligi, ale zorganizowanego i walecznego organizmu nie tworzących. Ciekawe, ile jeszcze miesięcy będziemy słuchać zaklęć o krótkim okresie przygotowawczym, o zmęczeniu meczami granymi co kilka dni. Nenad Bjelica ma 28-osobową kadrę. Gdyby odliczyć tych, co potrzebują czasu na wejście do drużyny, to i tak może wystawić dwie rywalizujące ze sobą jedenastki meczowe. Cało to bogactwo nie przekłada się na sukces.

Wystarczyłoby dobrze tym zasobem zarządzać. Nie postępować tak, jakby o wystawieniu tego lub innego gracza decydował rzut monetą albo fałszywie pojęte poczucie sprawiedliwości. Celem jest przecież wygrywanie, a nie dzielenie między piłkarzy meczowych minut, czy forsowanie na siłę graczy bez kwalifikacji. Łatwo sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby trener Bayernu zostawił na ławce „Lewego”, bo trzeba odbudować formę innego napastnika. Takim celom służy drużyna rezerw, a jeżeli jeden lub drugi gracz nie dojdzie do dyspozycji, to jego strata. Barwy klubowe i przychodzących na stadion kibiców trzeba szanować. Transferowe pomyłki zdarzają się wszystkim, ale tuszowanie ich wystawianiem na siłę słabych zawodników to droga donikąd. To szkodnictwo.

Mający w składzie wielu dobrych piłkarzy Lech z pucharami europejskimi i Pucharem Polski się pożegnał. W lidze też spisuje się poniżej oczekiwań. Nie poradził sobie z solidnym, ale pozbawionym wybitnych indywidualności Zagłębiem Lubin. Niektóre wcześniejsze mecze zwyczajnie odpuścił, co w każdym szanującym się klubie byłoby piętnowane, a nie kwitowane farmazonami na temat wyciągania wniosków. Liczny skład właśnie temu powinien służyć, by można było zastąpić tych, co nie dają z siebie wszystkiego. Konkurencja musi powodować, że wychodzący na boisko zawodnik walczy na maksimum. W przeciwnym wypadku wylatuje ze składu na długo. Właśnie na tym polega trenerska sprawiedliwość, a nie na przeliczaniu minut i dawaniu piłkarzom tylu, ile się należy.

Dziwimy się, że Lech w kluczowych momentach nie podejmuje walki, nie mobilizuje się, a przegrywając nie rusza do szturmu. Trudno się dziwić, skoro piłkarze mają świadomość, że są nietykalni. W kolejnych meczach znów zagrają, bo tak wynika z grafiku. Kiedy Zagłębie straciło w Poznaniu gola, rzuciło się do ataku. Jego akcje nabrały tempa. Było pewne, że dopnie swego, bo piłkarze Lecha rzadko mają do czynienia z takim zjawiskiem, jak determinacja. Za brzemienny w skutki, juniorski błąd, jaki popełnił internacjonał Vujadinović, w każdym szanującym się klubie długo nie powąchałby boiska. W Lechu może liczyć na wyrozumiałość.

Trofeów nie zdobywa się składanymi deklaracjami, czczymi przechwałkami. Historia zna wielu mocnych w gębie, ale szybko rezygnujących, gdy coś się nie układa. Walka o mistrzostwo wciąż jest możliwa, ale futbol to męski sport.

Józef Djaczenko