Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Marcin Robak - coraz starszy i coraz lepszy

włącz .

Z długowieczności słyną bramkarze. Zdarza się, że apogeum formy osiągają jako 40-latkowie. Późno przygodę z piłką kończą też obrońcy. Natomiast napastnicy bardzo rzadko utrzymują klasę po trzydziestce. Wyjątkiem jest Marcin Robak. Piłkarz, któremu idzie 35 rok życia i który wydawał się zmierać powoli do kresu kariery nigdy chyba nie grał tak dobrze. Jego drużyna ma szanse na puchar i na mistrzostwo, a on jest o krok od kolejnego tytułu króla strzelców.

Grał w kilku klubach, ma za sobą udane sezonuy, zwykle jest czołowym strzelcem swej drużyny, ale nie zdobył jeszcze żadnego trofeum. Teraz z Lechem ma szanse na dwa, a po pierwsze może sięgnąć już we wtorek. - Do trzech razy sztuka. Żyjemy już finałem, dla klubu trzecim rok po roku. Powinno się wreszcie udać. Najpierw jednak mamy trudny mecz z Korolą Kielce. Chcąc zdobyć mistrzostwo, trzeba wygrywać. Przygotowujemy się do tego właśnie meczu. Wierzymy w Puchar Polski. Ale marzymy też o mistrzostwie - mówi napastnik Lecha. 

Od początku roku Lech utrzymuje się w wysokiej formie, więc dla wielu ekspertów ma poważne szanse na dublet. - Przed finałem Pucharu Polski jesteśmy faworytem, ale w tej roli zaczynamy większość spotkań, a potem musimy to potwierdzić. Tak samo będzie teraz. Arka też marzy o zdobyciu trofeum, więc łatwo nie będzie, ale wierzę, że po finale powiemy: tak, byliśmy faworytem i dobrze się z tego wywiązaliśmy - przewiduje Marcin Robak.

Swoją obecną formę w dużym stopniu zawdzięcza trenerowiu, który rotuje składem. Napastnik doskonale wywiązuje się z roli jokera - zawodnika wchodzącego z ławki rezerwowych i zdobywającego ważne gole. Twierdzi, że woli zaczynać mecz w składzie wyjściowym, ale strzelenie gola, gdy jest się rezerwowym, też ma swój smak. Jego marzeniem jest wpisać się na listę strzelców w finale. Stadion Narodowy nie jest dla niego obiektem obcym. Rok temu nie wystąpił jednak. - Siedziałem na trybunie i trzymałem za chłopaków kciuki. Jeżeli we wtorek wybiegnę na boisko, to nie po raz pierwszy, bo grałem na tym stadionie będąc w kadrze trenera Adama Nawałki - przypomina Marcin Robak.

Nastawił się na strzelanie kolejnych goli. - Chciałbym zdobyć koronę króla ligowych strzelców - nie kryje. - Do końca sezonu mamy jeszcze siedem spotkań, więc wiele może się zmienić. Teraz jestem na prowadzeniu i chcę to utrzymać, konieczne są więc następne trafienia. W każdej chwili któryś z moich konkurentów może zacząć mnie gonić - dodaje. Czy występuje od początku meczu, czy wchodząc na zmianę jest typową "dziewiątką". Jednak nie czeka pod bramką na okazję do przystawienia nogi. Można go zobaczyć na skrzydle, gdy przeprowadza rajd, potrafi też popisać się udaną asystą. - Czasami niecierpliwość jest taka, że nie mogąc w ataku doczekać się piłki, sam próbuję zacząć akcję. Lubię być pod grą - twierdzi.

Będąc piłkarzem Pogoni z upodobaniem strzelał gole Lechowi nie przewidując, że niebawem znajdzie się po drugiej stronie barykady. Nie brał wówczas takiej możliwości pod uwagę, ale ta skutecność miała niewątpliwy wpływ na to, że w Lechu dobrze to zpamaiętali i złożyli mu ofertę. Do Poznania przeprowadził się jako gracz niemłody. Wiele osób postawiło na nim krzyżyk, bo przez pierwszy rok zamiast grać leczył się. - Początek był fatalny dla mnie i dla klubu. Długo zmagałem się z ciężką kontuzją, a drużyna po zdobyciu mistrzostwa nie mogła wrócić do wygrywania. Teraz to się zmieniło. Moja postawa wynika z tego, że dużo zdrowia zostawiam na treningach. Chciałbym, by to procentowało jak najdłużej - podsumowuje napastnik Kolejorza.