Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Do Poznania wraca Kriwiec. Zatrzyma Lecha?

włącz .

W spotkaniu przeciwko beniaminkowi z Płocka nie tylko skład Lecha jest niewiadomą. Niektórzy piłkarze nie wiedzą, na jakiej pozycji zagrają, jeżeli wybiegną na boisko. Przykładem jest Maciej Gajos. Jak twierdzi, najlepiej czuje się w roli klasycznej „dziesiątki”, gdy ma przed sobą napastnika. Nieczęsto jest mu dane występować w takiej roli. Przekonamy się, jak wypadnie w konfrontacji z byłą gwiazdą Lecha – Kriwcem.

O obecnym składzie Lecha trudno powiedzieć, że jest mocny i stabilny. Problemy występują na każdej pozycji, stąd konieczność roszad polegających na kierowaniu piłkarzy na pozycje, do których nie są przyzwyczajeni. Z takiej praktyki wynika więcej złego niż dobrego. – Najlepiej mi się gra, gdy kilka meczów rozegram na jednej pozycji, a nie gdy w każdym kolejnym następuje zmiana mojego ustawienia – mówi Maciej Gajos.

Lech ma kilku zawodników dobrze czujących się w środku boiska. Jako „dycha”, oprócz Gajosa, mogą grać Jevtić i Majewski. Także Kownacki dobrze się czuje mając obok siebie napastnika absorbującego obrońców, tak najczęściej gra w młodzieżowej reprezentacji, gdzie zalicza bramki i asysty. Lechowi zdarzają się problemy ze skrzydłowymi, dlatego trener co jakiś czas zastępuje ich środkowmi pomocnikami. Nie zbawiają drużyny, choć robią dobrą minę do złej gry, bo lepiej grać z boku boiska niż spędzać mecze na ławce rezerwowych.

Od kilku sezonów Lech cierpi na brak napastników. W każdym klubie zdarzają się błędy polegające na postawieniu na nieodpowiedniego człowieka, ale tylko w Lechu nikt nie przyznaje się do pomyłki, nie mówiąc już o jej naprawieniu, czyli sprowadzeniu lepszego zawodnika. Wyjątkiem było pozbycie się z klubu Denisa Thomalli, bo trzymanie go tu na siłę oznaczało wykończenie biednego Niemca. Miał on już szczerze dość Poznania i wygwizdujących go kibiców, pobyt tu do końca życia będzie wspominał jako koszmar. Odejście Thomalli i przyjście Bille niczego nie zmieniło. Drużyna wciąż ma olbrzymie problemy ze zdobywaniem bramek, zresztą nie tylko z powodu braku dobrych napastników, ale i innych piłkarzy. Brak stabilizacji w składzie, wystawianie piłkarzy na różnych pozycjach nie pomaga w odzyskaniu skuteczności.

Podczas meczu z Wisłą Płock będzie okazja wspomnieć o wiele lepsze czasy, gdy inne osoby budowały w Lechu drużynę. Sprowadziły do Lecha Białorusina Siergieja Kriwca, wielokrotnego mistrza swego kraju, z doświadczeniem z Ligi Mistrzów. Był członkiem mistrzowskiej drużyny Lecha, robiącej furorę w Lidze Europy. Inny były piłkarz tamtego Kolejorza, napędzający jego ataki – Sławomir Peszko – gra w Lechii Gdańsk. W poprzedniej kolejce był czołową postacią swej drużyny, strzelił gola, popisywał się takimi rajdami, z jakich słynął w Lechu. Mógł wrócić na Bułgarską. Nie dogadał się w sprawie długości kontraktu – i to w sytuacji, gdy inni, o wiele gorsi i starsi piłkarze zawierają tu umowy dożywotnie.

W dawnym Lechu nie brakowało piłkarzy „robiących” grę w środku boiska. O kimś takim, jak Stilić, Injac, czy Bandrowski długo jeszcze będziemy marzyć. Wielu zawodników – bocznych obrońców, skrzydłowych – potrafiło posłać celną piłkę z boku boiska do napastnika. Lech zdobywał w ten sposób mnóstwo bramek. Dzisiejsi gracze Lecha też czasami próbują takich zagrań. Mówiąc najdelikatniej, jak to możliwe, nie są to podania precyzyjne.