Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Belgowie rewelacją turnieju na Golęcinie

włącz .

Choć przed nami dopiero półfinały, wiemy już, że w niedzielnym finale challengera Poznań Open na pewno wystąpi Belg. Czy któryś z nich powtórzy sukces Davida Goffina, zwycięzcy sprzed dwóch lat, a dziś jedenastej rakiety świata?

Tenisiści z Belgii robią furorę na Golęcinie. W bratobójczym pojedynku o finał zmierzą się w sobotę Kimmel Coopejans i Clement Geens. Pierwszy prezentuje się w Poznaniu znakomicie. Jest rozstawiony z numerem siódmym i jako jedyny w turnieju nie przegrał jeszcze seta. Co więcej, w trzech pojedynkach stracił zaledwie dziesięć gemów – czyli niespełna dwa na rozegranego seta. Przed rokiem Coopejans był już w pierwszej setce rankingu ATP, teraz po słabszych wiosennych miesiącach zamierza do niej wrócić, a wszystko wskazuje na to, że najlepsze dopiero przed nim – wszak ma dopiero 22 lata. Do tej pory wygrał trzy turnieje rangi Challengera, a o tym jak wielkie drzemią w nim możliwości, najlepiej świadczy fakt, że cztery lata temu wygrał juniorskiego Wielkiego Szlema na kortach im. Rolanda Garrosa.

W półfinale Coopejans będzie faworytem. Dla jego rodaka, Clementa Geensa, dojście do najlepszej czwórki Poznań Open już jest największym osiągnięciem w karierze. Co warte podkreślenia, Geens to kwalifikant! Do turnieju głównego musiał przebijać się przez eliminacje, w pierwszym meczu nie bez problemów wygrał w trzech setach z utalentowanym polskim juniorem, Kacprem Żukiem. Później wyeliminował „dwójkę” – Tobiasa Kamke, a wczoraj ograł numer sześć turnieju – Hiszpana Samper-Montana. Dzięki świetnym występom i zgromadzonym w Poznaniu punktom 20-latek już przesunął się o 60 pozycji w rankingu ATP, w poniedziałek po raz pierwszy znajdzie się w trzeciej setce świata. Kto wie czy za kilka lat to właśnie jego nie będziemy podziwiać w decydujących fazach największych turniejów, jak to miało miejsce w przypadku innych graczy, którzy na początku kariery grali na Golęcinie – m.in. Tima Henmana, Marata Safina, Juana Carlosa Ferraro czy Juana Martina Del Potro.

Mecz Belgów rozpocznie się na korcie centralnym nie wcześniej niż o 15. Po nich na kort wyjdą Radu Albot i Aleksandr Nedovyesov. Obaj stoczyli w piątek ciężkie trzysetowe boje. Bardziej zmęczony ma prawo być najwyżej rozstawiony Albot. Faworyt turnieju spędził wczoraj na korcie dokładnie cztery godziny. Najpierw musiał rozegrać mecz drugiej rundy, a wieczorem po ciężkim trzysetowym boju pokonał Hiszpana Pere Ribę. Mołdawianin przegrał pierwszego seta, a na początku drugiego został przełamany. Zdołał jednak odwrócić losy pojedynku i w decydującym tie-breaku wygrał do 7. O tym jak bardzo wyrównany był to mecz, świadczy ilość zdobytych punktów w całym meczu. Albot zebrał ich na koncie 119, Riba jedynie pięć mniej. Śmiało można więc powiedzieć, że o losie rywalizacji zdecydowały pojedyncze piłki.

Albot przed rokiem dotarł do finału, gdzie uległ najwyżej rozstawionemu Pablo Carreno-Busta. Teraz sam jest turniejową „jedynką” i jego celem jest tytuł – trzeci na przestrzeni dwóch miesięcy, bo w czerwcu wygrał w Furth (Niemcy) i Ferganie (Uzbekistan). Jego plany będzie chciał pokrzyżować Aleksandr Nedovyesov (na zdjęciu). Kazach w piątek był w najlepszej sytuacji, jako jedyny awans do ćwierćfinału zapewnił sobie już w środę. Dziś pokonał po nieco ponad dwóch godzinach Serba Milojevicia. 29-latek niegdyś reprezentował Ukrainę, a w 2013 roku wygrał m.in. challenger w Szczecinie. Był to jednak z ostatnich jego sukcesów.

Wszystkie decydujące mecze w Parku Tenisowym Olimpia można będzie obejrzeć za darmo. Wstęp na turniej miał być biletowany, ale wobec niekorzystnych warunków pogodowych w ostatnich dniach organizatorzy zrezygnowali z opłat.

(bale)

Zdjęcie: Paweł I Piotr Rychter / Poznań Open