Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Skazani na bylejakość

włącz .

Osiem miesięcy temu, w meczu o Superpuchar, Lech zdemolował Legię. Nie było wątpliwości, że nowy mistrz Polski ma dużo lepszą drużynę. Teraz wszystko się zmieniło. Legia postawiła wszystko na jedną kartę – nikt tam nie mówił o równoważeniu budżetu, prawidłowym i spokojnym budowaniu, dalekosiężnych planach rady nadzorczej i tym podobnych dyrdymałach. Ruszyła budowa drużyny. W sobotę widzieliśmy tego skutki. Legia to teraz zupełnie inna jakość. Lech niestety też.

Na temat swojej polityki i priorytetów władze Lecha mogą mówić cokolwiek, ale od kilku lat jedynym słowem, oddającym panującą tu sytuację, jest stagnacja. Nikt przed nikim nie stawia żadnych ambitnych celów. Choć to sport, nikt nie planuje konkretnych i wymiernych sukcesów, nie próbuje rozkręcać emocji. Mało tego – gdy drużyna sukcesywnie schodzi na psy, nikt nie pociąga do odpowiedzialności ludzi za to odpowiedzialnych. Można popełniać jedną wpadkę transferową za drugą, kompromitować się nie potrafiąc ocenić przydatności zawodników, przez co trafiają oni do największego rywala (Nikolić!) i mieć przy tym przekonanie, że wszystko ujdzie na sucho.

W normalnie funkcjonującej spółce zarządowi powierza się określone zadania, a potem się go rozlicza, bo nie jest on wartością samą w sobie, liczy się tylko pomyślność firmy. W Lechu wszystko stoi na głowie. Klub może się zawalić, ale układ zarządzający przetrwa, bo to on jest tu sensem istnienia. Kibice mogą prosić i grozić, rozpaczać i odwracać się od Lecha, ale to niczego nie zmieni. Nie mają wpływu na nic. Mogą tylko ten układ zaakceptować, albo – gwałcąc własne uczucia – odwrócić się od ukochanego klubu. W urodziny Lecha przeżyli dramat. Zobaczyli, jak bardzo jeden klub, akurat ten najbardziej znienawidzony, poszedł w górę. Drugi natomiast stoi w miejscu. I nikt na to nie reaguje, bo przecież obecny właściciel nie po to sprawił sobie Lecha, by budować potęgę, podbijać świat. Ma inne cele.

Najgorsze jest to, że kibice nie mają wątpliwości, w jak fatalnym zmierza to kierunku. W Legii nie zgodzili się na bylejakość. Tam słowo „rozwój” nie jest pustym sloganem. Poprzedni trener nie gwarantował postępu, więc nastąpiło pożegnanie. Ruszyła budowa drużyny. Nowy trener, po pokonaniu w Poznaniu Lecha, powiedział: „w poprzednim meczu też byliśmy lepsi, ale przegraliśmy. Teraz wzięliśmy rewanż. Najlepszy piłkarz Lecha z tamtego meczu gra już u nas”. Oczywiście nie omieszkał dodać, że podobają mu się też inni piłkarze Lecha…

Co na to wszystko władze Lecha? Oczywiście nic, jak zwykle. Nie martwią się, że rezultaty ich działalności kompletnie rozmijają się z oczekiwaniami kibiców. Rozdźwięk staje się coraz większy i aż strach przewidywać, czym to się skończy i jak długo przetrwa stan obecny. Fani Lecha, śniący o mocnej, rosnącej w siłę drużynie, nie mają wątpliwości: jest to stan tymczasowy.

Józef Djaczenko