Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Trudne zadanie przed Lechem

włącz .

Przed sezonem trzeba się było martwić, czy skład Lecha jest wystarczająco mocny i wyrównany, by równocześnie rywalizować na kilku frontach. Teraz zostały trzy (być może tylko dwa) spotkania w Pucharze Polski i mecze ligowe, a trenerowi skończyły się możliwości stosowania rotacji. Mówiąc wprost – drużyna, którą dysponuje Jan Urban, ma poważne braki, wynikające nie tylko z przyczyn losowych, lecz i z błędów w ocenie piłkarzy. Trzeba wygrywać, by ratować sezon, jednak w obecnym składzie będzie to wyjątkowo trudne. Możemy się o tym przekonać już w niedzielnym meczu przeciwko Cracovii.

Napastnicy sprowadzeni do klubu latem ośmieszyli tzw. komitet transferowy. Potem, z różnych powodów, Lech tracił graczy dających mu wiele w ofensywie: Hamalainena, Douglasa, Pawłowskiego oraz tego, co przyszedł w miejsce Fina – Bille. Skutek jest taki, że trener pociesza wprawdzie, iż nie ma ludzi niezastąpionych, ale i bez ogródek twierdzi: skończyła nam się swoboda manewru w pierwszej i drugiej linii. Pozostały ruchy w defensywie, ale nie od dziś wiadomo, że najlepiej gra ona w składzie z meczu w Zabrzu. Roszady nie bardzo jej służą.

Owszem, można stosować na siłę rozmaite taktyczne rozwiązania, takie jak przesunięcie do przodu bocznych obrońców wzmacniając skrzydła, zostawienie przed własną bramką trzech defensorów środkowych. Jan Urban raczej jednak na takie ryzyko przed meczem nie pójdzie, choć być może w trakcie jego trwania okoliczności skłonią go do zastosowania takiego wariantu. Znacznie bardziej prawdopodobne jest wystawienie „żelaznej” pary defensywnych pomocników – Tetteha i Trałki, skierowanie na skrzydła Sisiego i Lovrencsicsa, powierzenie roli rozgrywającego Linettemu. Karol skarży się wprawdzie na zbite (być może pęknięte) żebra, jednak – jak zauważył trener – dopóki może wybiec na boisko, to z bólem ten twardy zawodnik sobie poradzi.

Mimo wielu prób i akcji ratunkowych Lechowi pozostał jeden napastnik, ciągle osiemnastoletni Kownacki. Nie dogrywał do końca poprzednich spotkań, trener zdejmował go starając się, by nie był nadmiernie zmęczony, wiedział przecież, przed jakim problemem stanie w przypadku absencji Dawida. Kiedy opuścił on boisko w Zabrzu, do ataku przeszedł Pawłowski i walczył o kolejną bramkę tak desperacko, że przedwcześnie zakończył sezon. Teraz nie ma kto zastąpić Kownackiego, który nie może przebywać na boisku non stop we wszystkich meczach. W niektórych sytuacjach, chcąc ratować mecz, trener posyłał do ataku Kamińskiego. Kto wie, czy znów nie będzie się musiał do tego uciekać.

Lech najlepsze mecze rozgrywa, gdy trener wystawi taki skład, jak w Zabrzu. Nie zawsze jest to jednak możliwe. Może skorzystać z Kamila Jóźwiaka, który musi sobie zdać sprawę, że talent talentem, odwaga odwagą, ale czasami warto odegrać do wychodzącego na dobrą pozycję kolegi. Na swoje szanse czekają też Gajos i Jevtić. Szwajcar miał w Lechu okresy gry co najmniej obiecującej, Maciej Skorża widział w nim najwartościowszego swego piłkarza, porównywano go do Stilica. Na długie okresy wypadał z drużyny z przyczyn zdrowotnych, a potem jeszcze dłużej odzyskiwał rytm meczowy. Najlepiej się spisuje grając dużo i często. Jan Urban jednak nie ma do niego zaufania, a szkoda, bo jest to zawodnik, którego stać na zagranie magiczne, odwracające losy meczu. Gdyby w taki sposób grał zawsze, byłby teraz piłkarzem FC Basel. Jego umiejętności są wystarczające, by zrobić coś dobrego dla Lecha, ale siedząc na ławce rezerwowych frustruje się i traci motywację.

Cracovia przyzwyczaiła nas do oglądania pięknej piłki, z dużą liczbą nie tylko krótkich, ale niemal zawsze celnych podań, do stosowania zmian pozycji, częstego przerzucania gry w inną część boiska. Postarała się o piłkarzy, na których nie trzeba wydawać wielkich pieniędzy, ale którzy mają duże umiejętności i potrafią wkomponować się w zespół. Od razu widać, że tam zakupów nie dokonuje żaden tajemniczy komitet, ale osoby z piłkarską wiedzą. Trener Jacek Zieliński przejął drużynę zniechęconą porażkami. Swoim zwyczajem uporządkował sytuację nie wprowadzając rewolucji, nie zmuszając podopiecznych do niemożliwego, zostawiając im swobodę, pozwalając grać tak, jak lubią. Teraz czerpie tego owoce. Dla wielu fachowców właśnie Cracovia jest faworytem niedzielnego meczu.

Z całą pewnością mecz ten nie będzie nudnym i nijakim widowiskiem. Goście nie schowają się w obronie, nie skupią się na przeszkadzaniu i wyprowadzaniu kontr. Będą prowadzić grę starając się śrubować przewagę w posiadaniu piłki. Czym Lech się przeciwstawi? To zagadka. Wątpliwe, by spróbował pokonać Cracovię jej własną bronią, choć też potrafi grać piłką i odważnie atakować. Raczej spróbuje podejść do rywala tak, jak ostatnio do Górnika nie rzucając się do ataku, zachowując ostrożność i dyscyplinę. Bez Pawłowskiego trudniej będzie wygrać. Jeżeli możemy o coś naszych piłkarzy poprosić, to chcielibyśmy, aby nie marnowali wysiłku kolegów, nie podawali w miejsca, gdzie jest tylko przeciwnik, nie wycofywali piłki z połowy boiska do bramkarza, by ten mógł sobie kopnąć w aut, nie notowali niewymuszonych strat.

Niedziela może być dniem niezapomnianym dla wielu młodych kibiców. Prawdopodobnie większość uczniów, którzy przyjadą w zorganizowanych grupach, zobaczy Lecha na własne oczy po raz pierwszy. Dobrze by było tak zagrać, stworzyć tak ciekawe widowisko, by od niedzieli marzyli o ponownej wyprawie nas Bułgarską. Atmosferę kibice  niewątpliwie stworzą gorącą. Oby piłkarze też dali z siebie wszystko.