Do Lubina bez Jóźwiaka

Zagłębie dobrze wznowiło rozgrywki ekstraklasy wysoko pokonując w Szczecinie Pogoń, kolejnego przeciwnika Lecha. Kolejorz przegrał u siebie z Legią ujawniając te same walory i te same słabości, co przed przerwą w rozgrywkach. W kolejnym spotkaniu nie zagra najlepszy piłkarz ofensywny.

Kamil Jóźwiak zobaczył w meczu z Legią czwartą w sezonie żółtą kartkę. Mecz w Lubinie obejrzy przez to w telewizji. To poważne osłabienie drużyny. Kamil zwykle w mecze wchodził spokojnie, niczym się nie wyróżniał, ale z każdą minutą był lepszy. Im bliżej końcowego gwizdka, tym lepsze robił wrażenie. Dla słabszych zespołów był nie do zatrzymania. Te lepsze potrafiły znaleźć na niego sposób, czego przykład widzieliśmy w sobotę.

Jóźwiak to wciąż młodzieżowiec, mimo iż obecnie jest jednym z najbardziej doświadczonych graczy Kolejorza, zbliża się do stu rozegranych spotkań. Po pozbyciu się Makuszewskiego Lechowi na skrzydłach zostali gracze jeszcze młodsi i nie aż tak błyskotliwi – Puchacz i Kamiński. Wszystko wskazuje, że właśnie na nich postawi trener, który w odwodzie ma jeszcze Skórasia. W Zagłębiu jakości na skrzydłach wydaje się być więcej. Przede wszystkim więcej jest doświadczenia – zapewniają je Słoweńcy Bohar i Zivec. Wszystkim imponuje ciąg na bramkę Puchacza. Gorzej z zimną krwią. Wystarczyłaby jej w sobotę odrobina, by wykorzystać piłkę meczową.

Do Lubina nie pojedzie też Crnomarkivić. I on ma nadmiar kartek. Jednak w tym przypadku o osłabieniu Lecha mówić nie możemy, zwłaszcza jeżeli wyzdrowieje (oby tym razem nie na chwilę) Thomas Rogne. Defensywa to najsłabsza formacja Lecha. Popełnia wiele błędów, fatalnie zachowuje się przy stałych fragmentach gry. Zdarza się, że obrońcy (a także pomocnik Muhar) stoją jak wmurowani zamiast zaatakować dochodzących do dośrodkowań przeciwników.

Obrona Zagłębia, z Guldanem, Kopaczem Czerwińskim, Baliciem, sprawia solidniejsze wrażenie, ale – o dziwo! – Lech traci dużo mniej bramek. Wynika to chyba z ogólnej postawy lubinian, którzy zawodzą, mają wielki problem z opuszczeniem dolnej połowy tabeli, zanotowali kilka zadziwiających porażek (0:3 u siebie z Piastem, 2:4 w Krakowie z Wisłą, 2:3 w Łodzi z ŁKS-em). Jednak w Poznaniu Zagłębie wykazało wyższość nad grającym w młodzieżowym składzie Lechem.

Przewidywanie wyników meczów z udziałem Lecha jest trudne, gdy ma on w bramce van der Harta. Może mu wyjść dobry mecz, ale i nikogo nie zdziwi, jeśli po jego błędzie zespół straci punkty. Jesteśmy pewni, kto zagra w bramce, ale nie mamy pojęcia jak. Za to nikt nie wie, kto zagra w ataku. Nie było proroka, który by przewidział, że Gytkjaer zacznie rywalizację o miejsce w drużynie ze skreślonym Żamaletdinowem. Rosjanin to wiosną kompletnie inny zawodnik, a Duńczyk formy dopiero musi po urazie poszukać. Jest jeszcze Tomczyk. Gdyby był w wysokiej dyspozycji, to trener by go na ławce nie trzymał, tak jak nie trzymał Timura.

Lech ma dwóch klasowych rozgrywających – Tibę i Ramireza. Ten pierwszy był jedynym zawodnikiem Lecha przewyższającym legionistów. Hiszpanowi mecz nie wyszedł. Kto wie, czy nie jest to jeden z tych, co błyszczą na tle słabych przeciwników, ale trochę lepsi jego walory neutralizują.

Powiew młodości i fantazji to coś, czego Lechowi było potrzeba. Pora poszukać jakości. Trudno na nią liczyć u młodzieżowców, którzy prędzej lub później zmienią ligę i kibicom nie pozostanie nic oprócz nadziei, że zarobione w ten sposób pieniądze zostaną wydane na takich graczy, jak Tiba.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Lech wygrał derby. Z wielkim trudem

Kto by się spodziewał tak trudnej przeprawy Kolejorza? Warta postawiła trudne warunki. Była bliska strzelenia bramek. O zwycięstwie wicemistrza Polski nad beniaminkiem zadecydował rzut karny

Sensacja w derbach? Trudno się jej spodziewać

Tradycja tradycją, szacunek szacunkiem, wyjątkowość poznańskich derbów wyjątkowością, ale ktoś to spotkanie musi wygrać. Derbowa otoczka dodaje kolorytu, ludzie się cieszą z dwóch ekstraklasowych klubów