Derby bez faworyta

Tego nikt by się na początku rozgrywek nie spodziewał. Skazywana na ciężką walkę o utrzymanie Warta plasuje się kilkanaście kolejek przed końcem sezonu przed Lechem, jest powszechnie wychwalana, a Kolejorz budzi zasłużoną krytykę za grę poniżej możliwości finansowych i organizacyjnych, za sportowy antytalent władz klubu.

Już pierwszy mecz derbowy, rozegrany w pełni lata, w czwartej kolejce, dał wiele do myślenia. Wydawało się, że wicemistrz Polski łatwo ogra na własnym stadionie beniaminka. Tymczasem Zieloni postawili bardzo trudne warunki, byli wybiegani i agresywni, neutralizowali techniczną przewagę i wyższe umiejętności piłkarzy Lecha. Niewiele brakowało do bezbramkowego remisu. Warta przegrała po przypadkowym dotknięciu ręką piłki przez Łukasza Trałkę i skutecznym wykonaniu rzutu karnego przez Jakuba Modera.

Lech był w tamtym spotkaniu zadziwiająco nieporadny. Niewiele brakowało mu do straty bramki na samym początku meczu. Atakował schematycznie, niczym nie potrafił zaskoczyć lokalnego przeciwnika. Nie przydawał się doping licznej publiczności, która wtedy mogła zasiąść na trybunach. Potem Kolejorz awansował do fazy grupowej Ligi Europy, ale w lidze szło mu coraz gorzej, gdyż absolutnie nie był przygotowany do walki na kilku frontach.

Warta tymczasem grała w swoim stylu. Skupiała się na żelaznej i skutecznej obronie i wykorzystywaniu każdej okazji do zaskoczenia przeciwnika. Występowały okresy, że zespół był tak słaby kadrowo, iż trener prawie nie mógł robić zmian, a jednak punktował, właściwie nigdy nie był w strefie zagrożonej spadkiem. Wiosna miała wszystko zmienić, przywrócić równowagę, czyli przewagę Lecha. Okazało się, że choć zimą trenował w idealnych warunkach, to jest słabo przygotowany do rozgrywek, do tego przyplątały się kontuzje, a zarządowi klubu nie spieszyło się z uzupełnianiem składu.

W piątek drużyny te znów się ze sobą zmierzą, tym razem w Grodzisku Wielkopolskim, gdzie Warta jest gospodarzem, bo własnego stadionu spełniającego warunki ekstraklasy nie posiada. Gra na luzie, ostatnio niespodziewanie pokonała na wyjeździe Piasta przerywając jego długą serię spotkań bez porażki i nie musi się napinać na derbowy mecz. Nikt jej nie skrytykuje, gdy przegra, a ewentualne zwycięstwo będzie kolejną sensacją ekipy Piotra Tworka.

Co innego Lech. On nie może nie wygrać. Musi przystąpić do ataku, a słabo mu to ostatnio wychodzi. Zgubił rozmach i swobodę, a piękna, ofensywna gra pozostała wspomnieniem. Ostatnie zwycięstwo nad kiepskim Śląskiem niewiele zmienia, bo nie błysnął. Wszystko wskazuje, że w piątek znów będzie się męczył, by pokonać szczelną i twardą defensywę lokalnego rywala. Nie jest wykluczone, że przynajmniej raz to się uda, ale jest też wielce prawdopodobne, że gospodarzom uda się zaskoczyć kolejną teoretycznie lepszą drużynę. Te kluby, jeśli chodzi o możliwości i klasę graczy, dzieli wszystko. Faworyta jednak nie będzie.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Czym Skorża zaskoczy Papszuna?

Przed każdym meczem Lecha jego fani starają się przewidzieć skład. W czasach późnego Żurawia było to dziecinnie łatwe. Nie zmieniał on taktyki, był rozpaczliwie przewidywalny.

Kluczowy mecz sezonu

Nowy trener Lecha bardzo by chciał zagrać w europejskich pucharach już jesienią. Strata do miejsc gwarantujących udział jest wielka, ale skoro jest jeszcze szansa, trzeba