Demolka „Jagi” na pożegnanie niesamowitego sezonu

Lech zmiażdżył Jagiellonię w ostatnim meczu sezonu 2019/2020. Sezonu, jaki przejdzie do historii. Wystarczał punkt, by zapewnić sobie wicemistrzostwo Polski, na które jeszcze niedawno nikt by nie postawił. Kolejorz nie zamierzał jednak kombinować. Od początku grał na całego, szybko i efektownie, a przy tym skutecznie. Wynik ustalił do przerwy. Goście mogą być wdzięczni za to, że gospodarzom nie zależało na pogromie.

Jeszcze się na dobre mecz nie zaczął, a trzeba go było przerwać z powodu zadymienia stadionu. Potem gra toczyła się płynnie, z kilkoma przerwami na długie obrady sędziów VAR. Słowo „płynnie” nie oddaje tego, co wyprawiał Lech. Przejechał się po „Jadze” jak walec, chwilami ją ośmieszał. Po bramce fantastycznie grającego Tiby były wątpliwości, czy Portugalczyk nie spalił. Gol, z dużym opóźnieniem, został uznany. Kilka minut później Gytkjaer efektownym strzałem przy słupku strzelił swą bramkę nr 23. Było jasne, że gościom grozi wszystko, co najgorsze, bo Lech nie zwalniał.

Wystarczyło jednak fatalne podanie w poprzek boiska, by goście przechwycili piłkę, wyprowadzili kontrę, po której Imaz strzelił gola. Wydawało się, że nic jeszcze w tym spotkaniu nie jest przesądzone, ale znów VAR zmienił decyzję sędziów, którzy nie dostrzegli pozycji spalonej. Na Jagiellonię spadł jeszcze jeden cios, bo niebawem Gytkjaer dobił strzał Kamińskiego. To nie był koniec egzekucji, bo młody skrzydłowy też wpisał się na listę strzelców, wychodząc sam na sam po kapitalnym podaniu Tiby.

Przed przerwą Lech miał kolejne okazje bramkowe. Grał jak z nut, jakby chciał stanowić strzeleckie rekordy. Nie można powiedzieć, że Jagiellonia się poddała. Grała ambitnie, próbowała atakować, ale wobec kapitalnej gry Kolejorza była całkowicie bezradna. Na drugą połowę wyszła z obawą, że pobije rekord nie tylko tego sezonu, straci jeszcze wiele bramek. Lech się zlitował, nie dobijał jej. Grał swobodnie, momentami z rozmachem i na dużej szybkości, lecz głównie w środku boiska.

To nie znaczy, że nie mogło paść więcej bramek. Kilka razy było blisko, w polu karnym 16-letniego bramkarza z Białegostoku dochodziło do zamieszania, Ramirez obił poprzeczkę. Determinacja w zdobywaniu goli była mniejsza niż przed przerwą i tylko temu goście zawdzięczają w miarę honorowy wynik. W drugiej połowie na prawym skrzydle świetnie współpracowali Gumny i Skóraś, który robi postępy i może w przyszłości zastąpić Jóźwiaka. Póki co zastąpił na boisku coraz lepszego Kamińskiego. Efektownie grał rezerwowy Marchwiński.

Schodzącego pod koniec meczu z boiska Gytkjaera  żegnały owacje, oklaski na stojąco. Był wyraźnie wzruszony. W sezonie zdobył aż 24 gole. Trudno go będzie zastąpić, gdy zacznie grać dla bogatszego klubu. W Poznaniu zrobił prawdziwą furorę. Jest najskuteczniejszym zagranicznym piłkarzem w barwach Kolejorza.

Lech Poznań – Jagiellonia Białystok 4:0 (4:0)

Bramki: Pedro Tiba 6, Christian Gytkjær 13, 39, Jakub Kamiński 31
Lech: Karol Szymański, Robert Gumny, Lubomir Satka, Djordje Crnomarković, Tymoteusz Puchacz, Jakub Kamiński (64 Michał Skóraś), Pedro Tiba (61 Filip Marchwiński), Jakub Moder, Dani Ramirez, Kamil Jóźwiak, Christian Gytkjaer (72 Filip Szymczak).
Jagiellonia: Xavier Dziekoński, Andrej kadlec, Wojciech Błyszko, Dawid Szymonowicz, Bodvar Bodvarson, Tomas Prikryl (70 Bartosz Bida), Taras Romanczuk, Martin Pospisil, Jesus Imaz, Maciej Makuszewski (46 Przemysław Mystkowski), Jakov Puljić (46 Ariel Borysiuk).
Widzów: 8483.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Lech wygrał derby. Z wielkim trudem

Kto by się spodziewał tak trudnej przeprawy Kolejorza? Warta postawiła trudne warunki. Była bliska strzelenia bramek. O zwycięstwie wicemistrza Polski nad beniaminkiem zadecydował rzut karny