Co Lech przywiezie ze Sztokholmu?

W środę o godzinie 19 przekonamy się, jaka jest różnica między ligą polską a szwedzką. Zmierzą się bowiem dwa czołowe zespoły jednej i drugiej, grające zresztą podobnie, bo są silne w ataku, ale tracą sporo bramek po błędach defensywy. Jeśli Lech szybko odpadnie z eliminacji Ligi Europy, będzie mógł skupić się na ligowej walce o prawo gry w europejskich pucharach.

Kolejorz chwalony jest za styl, w jakim gra, co najlepiej świadczy o poziomie polskiej ekstraklasy. Wystarczy spróbować gry ofensywnej, bez ślepego wybijania do przodu, ale z szybkimi podaniami i natychmiastowym odzyskiwaniem straconych piłek, a sypią się pochwały. A to przecież nic nadzwyczajnego. Tak gra się w niemal każdej europejskiej lidze.

W żadnej natomiast nie występuje brakoróbstwo, jakie cechuje Lecha. Trudno sobie wyobrazić, by gdziekolwiek znalazła się drużyna z obroną dopuszczającą się seryjnie popełnianych, we wszystkich meczach, tych samych błędów. Sprowadzenie podstawowego (choćby tylko na pół roku) bramkarza to sprawa zbyt poważna, by działać po omacku lub kierować się niezrozumiałymi przesłankami. Sztab szkoleniowy Lecha cieszyłby się, gdyby włodarze Hammarby budowali swój zespół nieodpowiedzialnie. Nie może na to liczyć. Natomiast Szwedzi taki miły prezent otrzymali.

Całe szczęście, że Kolejorz wcale nie stoi na straconej pozycji. Faworytem nie jest, choćby z tego powodu, że gra na wyjeździe, w dodatku na najprawdziwszej sztucznej trawie. Ma jednak wystarczająco dużo jakości, by narobić gospodarzom poważnych kłopotów. Stać go na stratę głupich bramek, ale i na strzelenie jeszcze większej ich liczby. Hammarby ma kilku klasowych graczy, szczególnie tych o bałkańsko brzmiących nazwiskach, ale nie ma Ishaka, Tiby, Ramireza, Modera.

Nie ma też Sykory, który po to przyszedł do Lecha, by zastąpić Jóźwiaka. Kosztował niemało, ale wcale nie ma gwarancji, że trener da mu szansę gry od początku. Wynik tego meczu w dużym stopniu zależy od decyzji Dariusza Żurawia. Z pewnością chciałby móc sięgnąć po Krawca i Kaczarawę, ale dostał ich kilka dni za późno. Może za to sięgać po innych, wykorzystać potencjał tego zespołu. Nie ma dużego trenerskiego doświadczenia, wciąż się uczy. Może być pewny, że sztokholmską lekcję zapamięta na całe życie. I to niezależnie od tego, z czym Lech wróci do Poznania.

Fot. lechpoznan.pl/Przemysław Szyszka

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Lech pojedzie do Belgii

Lider belgijskiej ekstraklasy, Royal Charleroi, będzie rywalem Lecha w czwartej, decydującej rundzie eliminacji do Ligi Europy. Mecz zostanie rozegrany na 20-tysięcznym, ale pustym stadionie w