Cierpieliśmy długo. Teraz budujmy na emocjach pozytywnych

Kibice Kolejorza w ostatnich latach przeżyli tyle upokorzeń, oberwali od swego ukochanego klubu tyle bolesnych ciosów, że ich radość z mistrzostwa Polski jest całkowicie uzasadniona. To im się po prostu należało. Sezon nie musiał się zakończyć tak dobrze, nie brakowało momentów poważnego zwątpienia i obaw, że Lech znów wysiądzie psychicznie. Ciężar jednak udźwignął. Dopiero drugi raz w swej historii, na osiem przypadków, cieszy się z mistrzostwa wywalczonego wcześniej niż w ostatniej kolejce.

O zdjęciu z Lecha złego fatum przesądziła jedna dobra decyzja: zaangażowanie trenera, który nie cierpi nie wygrywać. W dodatku wie, jak to się robi i jest konsekwentny w dążeniu do celu. Jego sukces jest bezcenny, bo początkowo nie zapowiadało się, że Maciej Skorża wydobędzie drużynę z bagna. Nie tylko drużynę. Skoro funkcja prezesów klubu jest tu dożywotnia, to nabywanie przez nich charakteru ma wartość nieocenioną. W ślady drużyny, która walczy do końca, musi iść cały klub. Długo, stanowczo zbyt długo czekaliśmy na mentalność zwycięzców.

Drużyna znajdowała się w sytuacji tak dramatycznej, że nawet Maciej Skorża początkowo był bezradny. Nie dał rady przeobrazić jej z marszu, jeszcze w ubiegłym sezonie. Musiał przełknąć kilka gorzkich pigułek, zaakceptować bezradność wobec zjawisk, które panowały nad zespołem, nakazywały mu trwonić wysiłek włożony w mecze, frajersko i w ostatnich minutach rezygnować ze zwycięstw.

Prawdziwe przemiany zaczęły się podczas letnich przygotowań do sezonu. Władze kluby były świadome, że jeśli nie uda się teraz, to chyba już nigdy, więc zaakceptowały plan wzmocnienia drużyny w roku jubileuszowym klasowymi zawodnikami. Kibicowska cierpliwość wyczerpywała się, trwał bojkot, stadion był pusty i smutny – aż pojawiła się piłkarska jakość, przyszły zwycięstwa, wróciły dobre emocje. Drużyna potrafiła grać porywająco, zwłaszcza na własnym stadionie, gromić przeciwników. Mówiło się, że pokazuje najlepszą piłkę w lidze, oglądanie meczów Kolejorza było czystą przyjemnością, zwłaszcza gdy złapał luz i piłkarze mogli ujawnić pełnię umiejętności.

Piłkarskiej jakości nie towarzyszyła jednak jakość mentalna. Gdyby i ten drugi element dopisał, prowadzenie Lecha po jesiennej części rozgrywek byłoby wyraźniejsze, bo marnował punkty nie potrafiąc wygrywać spotkań, w których miał wyraźną przewagę. Mimo tego nadzieje na lepszą wiosnę były duże. Zimą nic jednak nie szło dobrze. Choroby i kontuzje nie pozwalały na takie przygotowania do sezonu, jakie trener sobie wymarzył. Po kilku wiosennych wpadkach przewaga nad rywalami została roztrwoniona. Zamiast gry porywającej, ofensywnej, oglądaliśmy męczarnie piłkarzy, czekaliśmy na powrót do zdrowia wielu z nich.

Przyszło zwątpienie. Wydawało się, że Lech nie wygra z własnymi słabościami. Wracały koszmary z poprzednich sezonów, Kolejorz wpisywał się w swoją najnowszą historię, w trwonienie szans i przegrywanie tego, co już prawie wygrane. Zmiana charakteru, a Maciej Skorża długo pracował nad przezwyciężeniem traumy, przyszła w najlepszym możliwym momencie. Lech wygrał pięć kolejnych spotkań, i to mimo powielania piłkarskich błędów, mimo braku solidnego bramkarza. Zwycięstwa te osiągał siłą woli, czyli cechą do niedawna deficytową. Trudno przecenić wpływ, jaki na drużynę, a zwłaszcza szatnię miał powrót do Poznania Dawida Kownackiego i Tomka Kędziory.

Jeszcze kolejny fatalnie przegrany finał Pucharu Polski potwierdzał charakterystyczną dla Lecha słabość ujawniającą się w momentach decydujących. Potem jednak był mecz z Piastem, wygrany mimo słabszej piłkarskiej dyspozycji. I przyszły derby Poznania, w których Warta mocno się postawiła, ograłaby niejedną klasową drużynę, ale nie dała rady Lechowi, który po prostu robił swoje, konsekwentnie i do końca. Miał teraz to, czego w końcowej fazie rozgrywek zabrakło głównemu konkurentowi. Nie triumfował z powodu słabości Rakowa. Wszystko zawdzięcza sobie.

Władze klubu są na dobrej drodze do spełnienia oczekiwań, które są ogromne, nie są jednak ponad stan, ponad możliwości, ponad potencjał. Nie wolno im wrócić do zwyczaju odnoszenia sukcesów raz na jakiś czas, odpuszczania. Sukces będzie miał wymiar trwały tylko wtedy, gdy wystąpi powtarzalność. Kibice odwracali się z dezaprobatą od klubu nie nastawiającego się na wygrywane. Teraz triumfują, bo ogromna radość przesłoniła złą pamięć. Klub może na nich liczyć. Prezes Jacek Rutkowski powiedział kiedyś, że przejął Lecha po to, by sprzedawać emocje. W ostatnich latach były one tylko negatywne. Rynek dla tych pozytywnych jest jednak ogromny. Można budować.

Józef Djaczenko

Udostępnij:

Podobne

Zwycięstwem uczcili mistrzowski tytuł

To był niecodzienny mecz. Szczelnie wypełnione trybuny, atmosfera wielkiego święta, poczucie wypełnionej misji. Piłkarze Lecha mogli zagrać na luzie, cieszyć się futbolem, choć nie wszystko