Brak koncentracji? Raczej sabotaż!

Lech znów to zrobił, w trzecim kolejnym meczu. Przegrał po stracie bramki w ostatnich sekundach. Zagrał katastrofalnie słabo. Jakimś sposobem przetrwał do przerwy bez straty gola mimo dużej przewagi Belgów. Drugą połowę rozpoczął w przewadze i zdobył bramkę, ale natychmiast podarował gospodarzom wyrównanie, a na koniec pozwolił im zdobyć zwycięską bramkę. Czy ktoś jeszcze wierzy, że trener nad czymkolwiek panuje? I że ktokolwiek panuje nad trenerem?

Wydawałoby się, że Satka ma pewne miejsce w składzie, do niego dobierani są inni środkowi obrońcy. A tu niespodzianka – zabrakło go w składzie na Standard. Trener zrezygnował też z Czerwińskiego, który przeciwko Rakowowi też zagrał słabo, choć nie tak katastrofalnie, jak Słowak. Zagrał za to Puchacz, choć to głównie jego obwinia się za zlekceważenie przebiegającego obok juniora z Częstochowy.

Belgijska drużyna nie rzuciła się do ataku, nie osiągnęła takiej przewagi w pierwszym kwadransie, jak w Poznaniu. Nie musiała, bo piłkarze Lecha ułatwiali jej ataki. Mnożyły się proste straty i niecelne podania, a niektóre zagrania Modera wołały o pomstę do nieba. Kolejorz w formie sprzed tygodni poradziłby sobie, bo Standard też jest w złej dyspozycji.

Kilka ataków Lecha miałoby szanse na powodzenie, gdyby nie były przerywane katastrofalnie niecelnymi zagraniami. Beznadziejnie mylił się Sykora, nawet Ramirez gubił piłkę. Lepsza drużyna szybko by to wykorzystała, Standardu nie było na to stać. Mecz stał na niskim poziomie i toczył się w wolnym tempie. Lech miał długimi momentami problemy z wyjściem z własnej połowy. Belgowie stworzyli groźną akcję po bezmyślnej stracie Modera, który uparł się, by przebiec z piłką przez całe boisko. Oczywiście ją stracił.

To była druga „setka” dla Belgów. Wcześniej dobrą interwencją piłkę wybił Bednarek. Nie można powiedzieć, że był ostoją Lecha, bo potrafił też niecelnym podaniem uruchomić groźny atak Standardu. Potem zresztą jeszcze raz bronił w prawie beznadziejnej sytuacji. Im dłużej trwał mecz, tym bardziej rosła przewaga gospodarzy. Mieli ułatwione zadanie. Zagubiony, ociężały Lech nie przykładał się do dobrej gry. Często tracił piłkę już po drugim podaniu.

Czeski sędzia nie szczędził żółtych kartek graczom obu drużyn. Belgowie mieli pecha, bo ich piłkarz w ostatnich sekundach pierwszej połowy załapał się na drugą, za faul na Moderze. Lech zszedł do szatni jako drużyna dużo gorsza, przynosząca kibicom wstyd, której jednak udało się przetrwać bez straty gola.

Przewaga piłkarza zrobiła swoje i Lech doszedł do równowagi, już nie dał się tłamsić niczym za „najlepszych” czasów. Stworzył sobie pierwszą dobrą okazję bramkową, po przechwycie Tiby, ale koncertowo ją zmarnował. Co więcej, o mało nie stracił bramki po kontrze. Jednak już kilka minut później wyszedł na prowadzenie. Puchacz i Ishak odebrali obrońcom piłkę, umiejętnie ją rozegrali unikając spalonego, a Szwed mocno strzelił trafiając między bramkarzem i słupkiem.

Lech nie byłby sobą, gdyby nie przywrócił przeciwników do życia. W karygodny sposób piłkę w środku boiska stracił Tiba. Poszedł błyskawiczny atak, a Puchacz w charakterystyczny dla siebie sposób przyglądał się, jak Belg dobija po obronie Bednarka. Kolejna stracona bramka po błędach kwalifikujących się do surowych kar. To nie był koniec idiotycznych błędów. Kwadrans przed końcem mający żółtą kartkę Crnomarković zachował się idiotycznie zatrzymując faulem kontratak Belgów. Siły się wyrównały. Trener Żuraw zrugał swego schodzącego do szatni piłkarza. Powinien mieć pretensje do kogoś innego. Serb sam siebie do Poznania nie sprowadził.

Na ostatnie minuty trener Belgów wprowadzał na boisko napastników, a Dariusz Żuraw m.in. Satkę. Ten mu się błyskawicznie odpłacił kilkoma kiksami, po których przeciwnik mógł wyprowadzać ataki, na szczęście nieskuteczne. Zagrania Słowaka zakrawały na sabotaż. Kiedy wydawało się, że mimo szansy na zwycięstwo Lech na własne życzenie zremisuje, 10 sekund przed końcem gry w fatalny sposób stracił gola, po złej interwencji Satki, który pozwolił na strzał głową. Identyczna sytuacja w trzecim kolejnym meczu. Ręce opadają!

Royal Standard de Liege – Lech Poznan 2:1 (0:0)
Bramki: Abdoul Tapsoba 63, Kóstas Laḯfis 90 – Mikael Ishak 60
Żółte kartki: Oularé, Balikwisha, Raskin, Boljević – Crnomarković, Butko, Kraweć.
Czerwone kartki: Obbi Oularé (45. minuta, Standard, za drugą żółtą) – Đorđe Crnomarković (74. minuta, Lech, za drugą żółtą).
Standard: Arnaud Bodard Collins Fai, Noe Duddenne, Kostas Laifis, Nicolas Gavory (76 Laurent Jans), Nicolas Raskin (76 Samuel Bastien), Marveille Bokadi (46 Abdoul Tapsoba), Gojko Cimirot Maxime Lestienne (46 Aleksander Boljević), Obbi Oulare, Michel-Ange Balikwisha (76 Felipe Avenatti).
Lech: Filip Bednarek, Bohdan Butko, Thomas Rogne, Djordje Crnomarković, Tymoteusz Puchacz, Michał Skóraś (64 Alan Czerwiński), Pedro Tiba (78 Filip Marchwiński), Jakub Moder, (78 Lubomir Satka), Dani Ramirez, Jan Sykora (64 Wasyl Kraweć), Mikael Ishak (83 Nika Kaczarawa).

lechpoznan.pl/fot. Przemysław Szyszka

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Brawo Lech! Taką grę chcemy oglądać!

Czy to prawdziwe przełamanie? Czy zawsze będziemy oglądać takiego Kolejorza? Bardzo byśmy chcieli. Miał słabe momenty, wciąż było widać nerwowość, ale i pojawiło się to,