Bezbramkowy sparing Lecha

Dwie różne drużyny wystawił trener Dariusz Żuraw w meczu kontrolnym przeciwko wiceliderowi ligi rumuńskiej. W pierwszej połowie zagrali najlepsi piłkarze, jacy jeszcze pozostali w klubie. Mieli zdecydowaną przewagę. Druga połowa była wyrównana, ale młodzież nie zawiodła, miała nawet okazje bramkowe.

Z Jakubem Kamińskim na prawej obronie i Filipem Marchwińskim jako rozgrywającym zaczął Lech sparing z Astrą Giurgiu. Początek był spokojny, poznaniakom udawało się wychodzić z pressingu Rumunów, sami też naciskali, ale bez większej determinacji, rozgrywając piłkę od tyłu. Po pięciu minutach i dobrym rozegraniu piłki przez pełnoletniego od kilku dni Marchwińskiego Gytkjaer oddał strzał, po którym był rzut rożny. Dwie minuty później strzał oddał Muhar. Tradycyjnie niecelny.

Rumuni kończą już turecki obóz, ligę zaczynają szybciej, więc powinni wykazywać większą świeżość w grze i swobodę w operowaniu piłką. Jednak to Lech bardziej się podobał. W pierwszej połowie tylko on oddawał strzały, i to licznie. W 18 minucie niecelnie uderzył Gytkjaer, a po minucie, po ładnym rozegraniu i dośrodkowaniu Kamińskiego dobry, ale nieskuteczny strzał sprzed pola karnego oddał Jóźwiak. W 26 minucie nastąpiło oblężenie rumuńskiej bramki. Potężnie strzelił Tiba nokautując rywala, który zablokował głową to uderzenie. W 32 minucie nieskutecznie strzelał Kamiński.

Lech najczęściej atakował skrzydłami, ale gra Puchacza na prawej stronie była nieporozumieniem – nie potrafi dośrodkowywać prawą nogą, szukał lewej tracąc czas, dawał się ogrywać rywalom. Najbliższy strzelenia gola Lech był w 39 minucie, gdy w dobrej pozycji znalazł się Gytkjaer, jednak zawiódł. Potem w niepotrzebne pojedynki wdał się król środka pola – Tiba i kolejna szansa przepadła. Nie udała się też akcja rówieśników – Marchwińskiego i Kamińskiego.

Pierwsza połowa zdecydowanie dla Lecha. Brakowało tylko bramki, a poznaniacy na co najmniej jedną zasłużyli. W drugiej na boisku zameldował się zupełnie inny skład Kolejorza i gra się wyrównała. Młodym piłkarzom Lecha udawało się długo utrzymywać przy piłce, prowadzić akcje płynne i z dużą liczbą podań, wchodzić w pole karne. Brakowało tylko wykończenia.

Z czasem ujawniała się lekka przewaga bardziej doświadczonych zawodników Astry. Po kwadransie oddali pierwszy w meczu celny strzał. Bramkarz Szymański nie miał problemów z obroną. Mimo wszystko grający w rezerwowym składzie Lech nieźle sobie radził w zespołem, który w przerwie przeprowadził niewiele zmian. W 72 minucie świetną indywidualną akcję przeprowadził Letniowski mijający przeciwników zwodami. Jego strzał został zablokowany i Rumuni wyszli z szybką kontrą, po której Lecha musiał ratować Szymański. Dwie „setki” w pół minuty.

Jeszcze lepszą okazję w 76 minucie miał Bartkowiak po idealnym prostopadłym podaniu Modera. Przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem. Pod koniec gra zrobiła się nerwowa, po faulach posypały się kartki. Żadnej z drużyn nie udała się skuteczna akcja.

Skład Lecha w pierwszej połowie: Mickey van der Hart – Jakub Kamiński, Lubomir Šatka, Thomas Rogne, Wołodymyr Kostewycz – Kamil Jóźwiak, Karlo Muhar, Pedro Tiba, Tymoteusz Puchacz – Filip Marchwiński – Christian Gytkjaer.

Skład Lecha w drugiej połowie: Karol Szymański, Karol Smajdor, Tomasz Dejewski, Djordje Crnomarković, Jakub Niewiadomski, Jakub Karbownik, Mateusz Skrzypczak, Jakub Moder, Juliusz Letniowski, Bartosz Bartkowiak, Filip Szymczak.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Lech wygrał derby. Z wielkim trudem

Kto by się spodziewał tak trudnej przeprawy Kolejorza? Warta postawiła trudne warunki. Była bliska strzelenia bramek. O zwycięstwie wicemistrza Polski nad beniaminkiem zadecydował rzut karny

Sensacja w derbach? Trudno się jej spodziewać

Tradycja tradycją, szacunek szacunkiem, wyjątkowość poznańskich derbów wyjątkowością, ale ktoś to spotkanie musi wygrać. Derbowa otoczka dodaje kolorytu, ludzie się cieszą z dwóch ekstraklasowych klubów