Bez obrony meczu się nie wygra

Ofensywa Lecha, jak przekonaliśmy się w Lubinie, nawet bez Kamila Jóźwiaka łatwo kreuje sytuacje bramkowe. Niejedna jeszcze ligowa drużyna boleśnie się o tym przekona. To niestety za mało, by swobodnie wygrywać mecze, bo równie łatwo gole Lechowi strzelają przeciwnicy. Nawet nie muszą się za bardzo starać, Lech chętnie ich w tym wyręcza.

Ostatnie wyjazdowe zwycięstwo Lech odniósł w listopadzie, w Płocku. Na obcych boiskach poległ tylko trzykrotnie, za to remisów odniósł bez liku. We wszystkich tych przypadkach był drużyną lepszą, oddającą więcej strzałów, prowadzącą grę. O niepowodzeniu zwykle decydowały błędy bramkarza i obrońców, albo rozegranie tylko jednej solidnej połowy.

Bliższy zwycięstwa Lech był w Krakowie grając przeciwko Wiśle, w Białymstoku, Wrocławiu, Szczecinie, Gdyni, a nawet Warszawie, gdzie prowadził i miał kolejne okazje bramkowe, ale dał się pokonać. Gdyby chociaż w kilku przypadkach zdobył trzy punkty, wciąż mógłby mieć nadzieję nawet na mistrzostwo. Czegoś mu niestety brakuje, dlatego bardzo trudno będzie zająć miejsce premiowane grą w Europie.

Drużynę buduje się od tyłu – to jedna niekwestionowanych piłkarskich prawd. Lech wymienił rok temu znaczną część składu, pozbył się dwóch bramkarzy. Sprowadził takiego, który nie ma wprawdzie imponujących warunków fizycznych, ale dobrze gra nogami. Nowymi defensywnymi zawodnikami są Crnomarković, Satka, Muhar. Słowak jest z nich najlepszy, choć i jemu zdarzają się fatalne błędy. To on w Lubinie zostawił dużo swobody niższemu Zivcowi. Miał dużo strat, ale i mógł tuż przed przerwą zdobyć bramkę. O klasie pozostałych nowych graczy lepiej nie wspominać.

Solidną defensywę można stworzyć nawet z gorszych od nich obrońców. Trenerowi Żurawiowi nie bardzo się to udaje. Czasami chce, czasami musi stosować rotacje. Kolejna – już we wtorek, bo Rogne znów nie zagra, tym razem za kartki. Błędy popełniane przez Lechową defensywę są niewytłumaczalne. Jak można odpuszczać przeciwnika, nie przeszkadzać mu w oddawaniu strzałów? W szanującym się klubie sprawca takiego piłkarskiego przestępstwa długo nie wróciłby na boisko. W Lechu zawsze można liczyć na kolejne rotacje.

O wyczynach bramkarza Lecha zrobiło się głośno. Dla całej piłkarskiej Polski stał się takim, który dobrze gra nogami. I nie jest to komplement. Trener nie ma kim go zastąpić, co dowodzi, jak „fachowo” budowany jest ten zespół. Burić i Putnocky też czasem nawalali, ale każdy z nich wybronił Lechowi niejeden mecz. A van der Hart? O jego sukcesie mówi się tylko wtedy, gdy nie popełni brzemiennego w skutki błędu.

Na czym polega różnica między Holendrem a „Putno” widzieliśmy w domowym meczu ze Śląskiem, gdy Słowak bronił w nieprawdopodobnych sytuacjach. Gdyby przeciwnik miał w bramce kogoś, kto dobrze gra nogami, mimo strzelenia w Poznaniu trzech bramek przegrałby wysoko. Przez dobrą grę bramkarzy rywala Lech stracił wiele punktów. Dość wymienić Steinborsa, dzięki któremu Arka dwukrotnie nie pozwoliła się pokonać. Pamiętamy zresztą jego grę w nieszczęsnym dla nas finale Pucharu Polski. Niejeden ligowy bramkarz przeciwko Lechowi gra jak w transie (choćby Kuciak).

We wtorek do Poznania przyjedzie Pogoń Szczecin. Nie mamy pojęcia, jaki będzie wynik, choć to Lech, już z Jóźwiakiem, jest zdecydowanym faworytem. Każde pieniądze można postawić tylko na jedno: Dante Stipica będzie miał dużo więcej okazji do wykazania się niż van der Hart. Lech musi strzelać wielokrotnie częściej niż Pogoń, by odnieść zwycięstwo. Przeciwnik o tym wie, zna słabe strony Kolejorza. Zwłaszcza tę największą.

Józef Djaczenko

Fot. lechpoznan.pl/Przemysław Szyszka

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Lech wreszcie zwycięski

Tym razem blamażu nie było. Spokojna gra Lecha, neutralizowanie ataków Lechii, przetrwanie do przerwy, zadanie decydującego ciosu w końcówce. A co najważniejsze – dowiezienie prowadzenia

Przełamią się lub pogrążą

Od prawie dwóch miesięcy Lech nie odniósł w lidze zwycięstwa. Przed rozpoczęciem rozgrywek nikt by w taką serię nie uwierzył, wszak trener nie krył ambitnych

Poznańska specjalność

Warta idzie śladami Lecha. Przez 90 minut dzielnie walczyła z Rakowem w Bełchatowie, drużyną bez porównania lepszą, by stracić gola w samej końcówce, po rzucie