Awans bez większego wysiłku

Skra Częstochowa jest zbyt słaba, by porywać się na próbę wyeliminowania Lecha z Pucharu Polski, zwłaszcza na jego terenie. Teoretyczni gospodarze, pozbawieni własnego obiektu i grający tylko na boiskach rywali, tylko chwilami próbowali nawiązywać walkę. A teoretyczni goście, grający bez czołowych zawodników, nie musieli stawać na głowie, by pewnie awansować. Wynik 3:0 nie oddaje miażdżącej przewagi Kolejorza.

Pierwsza połowa toczyła się na jedną bramkę. Lech trzymał pikę, nie silił się na szybką grę, podawał w stylu „ja do ciebie, ty do mnie”, a zawodnicy Skry ustawili się w komplecie przed własną bramką i tylko przesuwali się próbując naciskać na przeciwników. Było to śmiertelnie nudne i przyniosło tylko jednego gola, gdy Ramirez wpadł w pole karne z piłką, przejął ją Sobiech i spokojnie umieścił w siatce obok bramkarza.

Skra na połowę Lecha przedostawała się tylko po wybiciach bramkarza. Dopiero tuż przed przerwą obrońca Mesjasz zapędził się do przodu, ale jego akcję faulem przerwał Marchwiński, za co zobaczył żółtą kartkę. W tym meczu sędzia był surowy dla zawodników Lecha, którzy wcale brutalnie nie grali. Grali za to niedokładnie i mało składnie, nie pokazali kompletnie nic ciekawego, niewiele było strzałów, mnożyły się za to proste straty i niecelne podania. Zawodnicy rzadko pokazujący się na boisku nie zrobili niczego, by pokazać trenerowi swoje walory. Bardzo słabo grał Filip Marchwiński.

W drugiej połowie Lech chyba chciał od początku grać szybciej, a efekt przyszedł natychmiast, ledwo pół minuty po pierwszym gwizdku. Po faulu tuż przed polem karnym rzut wolny wykonywał Douglas. Zrobił to świetnie, piłka po jego uderzeniu wpadła do bramki. Sędzia jednak gola Szkotowi odebrał. A raczej odebrał mu go Milić, który wbrew przepisom dobiegł do muru zawodników Skry.

Trener częstochowian wprowadził na boisko młodego, wysokiego napastnika Masa, który stał na desancie, próbował przejmować piłki i pędzić na bramkę. To już nie była kurczowa defensywa, a Lech starał się nie tylko podawać po obwodzie. Kilka razy spróbował akcji kombinacyjnych. Poszkodowany Douglas zdobył jednak bramkę, zresztą przypadkową. Ramirez posłał do niego pikę na drugą stronę pola karnego, Szkot skierował ją głową pod bramkę i ku jego zdziwieniu wylądowała ona w siatce.

Skra po szybkim ataku z udziałem dwóch zawodników wykorzystała gapiostwo obrońców Lecha i wpakowała piłkę do bramki Bednarka. Kompromitacji jednak nie było, strzelec był na pozycji spalonej. Padł za to trzeci i ostatni gol dla Lecha. Ramirez w biegu oddał strzał, podkręcona piłka odbiła się od słupka, przejął ją 17-letni rezerwowy Antoni Kozubal i strzelił debiutanckiego gola. Lech jeszcze próbował ataków, było one jednak zbyt niskiej jakości, by przyniosły gola. W samej końcówce mogli się pokazać na boisku Amaral i Ba Loua, wcześniej zadebiutował Baturina, który pokazał mniej więcej tyle ciekawego, co Sobiech, tylko nie zdobył bramki.

Skra Częstochowo – Lech Poznań 0:3 (0:1)
Bramki Artur Sobiech 17, Barry Douglas 57, Antoni Kozubal 84
Żółte kartki: Marchwiński, Murawski.
Skra: Bartosz Neogebauer, Krzysztod Napora, Oskar Krzyżak, Mariusz Holik, Adam Mesjasz, Łukasz Winiarczyk (82 Kamil Lukoszek), Dawid Niedbała (68 Mikołaj Kwietniewski), Bartosz Baranowicz, Marcin Stromecki (68 Szymon Szymański), Piotr Nocoń (85 Oskar Krawczyk), Dawid Wojtara (46 Maciej Mas).
Lech: Filio Bednarek, Alan Czerwiński, Mateusz Skrzypczak, Antonio Milić, Barry Douglas, Michał Skóraś (85 Adriel Ba Loua), Pedro Tiba (67 Nika Kwekweskiri), Radosław Murawski (77 Joao Amaral), Dani Ramirez, Filip Marchwiński (67 Roko Baturina), Artur Sobiech (76 Antoni Kozubal).
Sędziował Zbigniew Dobrynin (Łódź).

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Poznań uwierzył w Skorżę

Możemy żałować, że mecz Lecha z Wisłą Płock został zaplanowany na piątkowy późny wieczór. Widzów będzie mniej niż przyszłoby na stadion w sobotę lub niedzielę.

Na takiego Lecha czekaliśmy. Od lat

Przełom nie polega na odczarowaniu po sześciu latach Łazienkowskiej. Prawdziwa zmiana jest taka, że pojechał tam Lech, o którym mówiło się, że ma poważne szanse