To chyba jedyny element tradycji, który udało się zachować w tych skomplikowanych czasach. W Dzień Zaduszny Lech mierzy się z klubem o nazwie Znicz. Równie dobrze mecz w ramach Pucharu Polski mógłby się odbyć dzień wcześniej, we Wszystkich Świętych, byłoby więcej czasu na wypoczynek przed czwartkowym spotkaniem Ligi Europy. Kto mógł przewidzieć, że rząd nie spyta Polaków, czy chcą cukierka, lecz od razu zrobi im psikusa zamykając w ostatniej chwili cmentarze? Częściej się zresztą mówi świństwie niż o psikusie.

Podczas tej zwariowanej jesieni Lech rozgrywa mecze co kilka dni, z różnym niestety skutkiem. Piłkarzom trudno wytrzymać tak wysokie tempo. Niby są zawodowcami i powinni, jak ich koledzy z lepszych lig, bez problemu rywalizować z taką częstotliwością. Nie są niestety do tego przyzwyczajeni, a klub był do tego stopnia zaskoczony możliwością gry na kilku frontach, że nie postarał się o klasowych zamienników najlepszych, a więc najbardziej obciążonych piłkarzy.

To nie powinien być trudny przeskok. Gorzej by było zagrać najpierw w Pruszkowie, a potem stoczyć trudny mecz na Ibrox. W poniedziałkowym meczu przeciwko Zniczowi nie zobaczymy wyjściowego garnituru Lecha. Trzeba myśleć o tym, że ekipa we wtorek nad ranem wróci do Poznania, a już w czwartek zmierzy się ze Standardem Liege i spróbuje wywalczyć pierwszą zdobycz w Lidze Europy. To będzie teoretycznie najlepsza do tego sposobność, bo Belgowie to nie tak mocny zespół, jak dotychczasowi przeciwnicy, a rywalizacja odbędzie się przy Bułgarskiej.

Kogo więc zobaczymy w barwach Kolejorza w Pruszkowie? Najtrudniej będzie namieszać w defensywie, zdecydowanie najgorszej formacji Lecha. Tu nie ma dobrych ruchów, każdy może skończyć się źle. Bednarek potrafi ratować drużynę, ale i żałośnie zawodzić. Może więc choć raz wystawić Malenicę? O postawie środkowych obrońców lepiej nie pisać. Przez ich błędy Lech stracił wiele punktów. Każdy z nich może zachować się skandalicznie w dowolnym momencie. Tak, jak Rogne w czwartek na stadionie, który dobrze zna. Podarował bramkę, czyli zwycięstwo Rangersom.

Można się spodziewać, że przeciwko Zniczowi zagra Dejewski. Rogne raczej nie, bo nie wolno go narażać na niebezpieczeństwo, może się przecież skaleczyć i wykluczyć z gry nawet podczas rozgrzewki lub wysiadania z autokaru. Nie wiemy, czy Crnomarković doszedł do siebie. Raczej zagra Satka. Jeżeli dysponowany jest już Butko, to właśnie on powinien się pokazać na prawej obronie. Na lewej prawdopodobny jest występ Krawecia. Nie można wykluczyć, że od początku zagrają Awwad i Kaczarawa. Możemy być pewni występu Sykory, bo grał ostatnio tyle, co nic, powinien złapać rytm meczowy.

Kto wie, czy Dariusz Żuraw nie odkurzy Klupsia. Jeżeli ktokolwiek wymaga odpoczynku, to Moder, grający mecz za meczem, rywalizujący na czterech frontach. Tylko kim go zastąpić, gdy nie ma Tiby? Chyba jedynie Muharem. Może Chorwat choć raz się przyda. Kto wie, czy znów nie wystąpi Marchwiński. Trener ma szansę skorzystać z całej swojej kadry. Jeśli wymieszany zespół nie spisze się na miarę oczekiwań, będzie można wymienić połowę składu w trakcie spotkania. Pokonanie drugoligowego konkurenta zespołu rezerw to obowiązek, bez względu na to, kogo wybierze Żuraw.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

lech - warta

Z innego świata

Trudno byłoby nawet wymyślić tak bardzo różniące się, choć sąsiadujące ze sobą kluby. Jeden ma wszystko, by zostać potęgą na skalę nie tylko Polską, ale

Derby Poznania. Najpierw kurtuazja, potem walka

Poznań jest wyjątkowy. Tylko tu trenerzy miejscowych klubów, rywalizujących w tej samej lidze, mogą uczestniczyć we wspólnej konferencji prasowej i wypowiadać się o najbliższych przeciwnikach

Warta wypożyczyła młodego piłkarza

20-letni Maik Nawrocki jest młodzieżowym reprezentantem Polski i zawodnikiem Werderu Brema, na razie grał tam jednak tylko w rezerwach. Ma rodziców Polaków, ale od urodzenia

enea azs

Drużyna Enea AZS znów to zrobiła!

Niespodziewane zwycięstwo koszykarek Enea AZS Pozna nad faworytem – Pszczółką Polski Cukier-AZS-UMCS. Wynik – 87:72. Początek spotkania nie zapowiadał takiej niespodzianki, poznanianki zaczęły bardzo źle,